O autorze
Z zamiłowania i powołania mama nastoletniej Córki. Z wykształcenia prawnik. Sercem oddana prawom dzieci i postrzeganiu przez nich świata. W duszy pobrzmiewa pisarka i dziennikarka. Prowadziła blog, publikowała artykuły w Studio Opinii.

W zdrowym ciele, zdrowy duch!

thethamesclub.co.uk
Od nowego roku szkolnego 2015/2016 zmienione zostaną zasady oceniania uczniów na lekcjach WF. Przy ich wystawianiu brane będą pod uwagę indywidualne możliwości uczniów - zapowiedziała 27 marca br. minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska.

- Znamy sytuacje, że dziecko ze wszystkich przedmiotów ma szóstki, a z WF tróję, więc sami rodzice proszą o zwolnienie z lekcji, żeby słabsza ocena nie psuła mu średniej. Nie jest winą dziecka, że fikołki robi wolniej albo gorzej. Dlatego tak przygotowujemy to rozporządzenie, żeby doceniany był wysiłek, chęci, a nie sposób zrobienia tego fikołka. To mają być zajęcia, do których dzieci przystępują chętnie. To nie mają być zajęcia eliminujące fizycznie słabszych" - mówiła minister podczas briefingu EXPO Kraków.




Zgodnie z projektem ma zmienić się także sposób oceniania przy ustalaniu oceny z techniki, zajęć technicznych, plastyki, muzyki i zajęć artystycznych. Jak zapisano "należy w szczególności brać pod uwagę wysiłek wkładany przez ucznia w wywiązywanie się z obowiązków wynikających ze specyfiki tych zajęć". W przypadku ustalania oceny z WF ma być brana pod uwagę także systematyczność udziału w zajęciach oraz aktywność ucznia w działaniach na rzecz sportu szkolnego i kultury fizycznej.

Informacja Ministerstwa Edukacji ucieszyła mnie z dwóch powodów. Po pierwsze, z punktu widzenia dzisiejszych uczniów. Po drugie, bo zapomniał wół jak cielęciem był, czyli zapomnieliśmy o naszych szkolnych wspomnieniach związanych z tą lekcją.

Czy my w ogóle pytamy dzieci o lekcje WF-u? Czy wypisujemy zwolnienia? Czy wiemy, jakiego rodzaju ćwiczenia wykonują? Czy zachęcamy je do aktywności fizycznej? Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz ówczesna pani minister Joanna Mucha w 2013 roku zapoczątkowali akcję „Stop zwolnieniom z WF”. Jak mówiła pani minister, nie zwalniajmy z WF tylko, dlatego że gorsza ocena popsułaby średnią ocen naszego dziecka o jeden punkt procentowy. Joanna Mucha omówiła przyczyny i skutki unikania przez dzieci i młodzież zajęć WF-u. Podkreślała, że w zdecydowanej większości przypadków dzieci nie muszą być zwalniane z zajęć, a zwolnienia są wręcz szkodliwe.



Obie pani minister, mówią przede wszystkim o ocenach, a ja przytoczę prawdziwą historię z życia pewnej uczennicy, których za pewne jest więcej.

Otyłość, nadwaga czy trądzik u nastolatków to przekleństwo gorsze niż zawał serca u dorosłego. Ten wiek, tak ma. Rozmawiając ze znajomą lekarką rodzinną, opowiedziała mi o dziewczynie z nadwagą. Przyszła na wizytę do poradni wraz ze swoją mamą, by dostać zwolnienie z WF-u. Pani doktor, zaczęła przekonywać uczennicę, że jedynym sposobem, aby właśnie zeszczupleć, o czym dziewczyna marzyła, jest czynny udział w zajęciach fizycznych. Ten argument był pusto brzmiący, ponieważ świadomość zasadności ćwiczeń była i owszem u obu stron. Rzecz dotyczyła, czegoś innego. Mianowicie, specyfiki lekcji i kwestii tolerancji dla ludzi mniej wysportowanych wśród samych rówieśników. Dziewczyna nie była w stanie wykonać ćwiczeń według założeń dydaktycznych dla tego przedmiotu. Nie mogła przebiec danego dystansu w odpowiednim czasie czy przeskoczyć przez kozła. Gry zespołowe również odpadały, ponieważ brak umiejętności fizycznych u dziewczyny powodował, że któraś ze stron zawsze przegrywała z jej winy. Śmiały się z niej koleżanki, wytykali palcami koledzy, a nauczyciel stawiał dwóje. Kwadratura koła. Żeby schudnąć trzeba ćwiczyć, ale żeby ćwiczyć trzeba być jednak szczupłym i wysportowanym? Kpiny rówieśników w jej przypadku, wpływały wręcz destrukcyjnie na osobowość nastolatki, o czym każdy wiedział. Zwolnienie wypisano. Lepszy brak ćwiczeń niż depresja. Dziewczyna, ustaliła jednak z panią doktor indywidualną dietę, a ćwiczenia wykonywała samodzielnie w domu.



Skąd my, dorośli to znamy. Ile razy kobieta z nadwagą zapisywała się na fitness do grupy dla początkujących? Jak zakładała, chciała poczuć solidarność z innymi „początkującymi” po czym, na pierwszych zajęciach była jedyną hipopotamicą na sali i rezygnowała. Zmobilizować niewysportowanych z nadwagą jest niezwykle trudno, ponieważ po prostu się wstydzą, a początki bywają bardzo trudne. Myślę, że sukces Ewy Chodakowskiej między innymi wynika z tego powodu. Kobiety kupują zatem płyty DVD albo książki, by w zaciszu domowego ogniska spalić swój tłuszczyk w ogniu piekielnych ćwiczeń. Kiedy osiągają swój zamierzony czy wymarzony efekt, uciekając pierwotnie przed wzrokiem „doskonałych”, z przyjemnością zapisują się po metamorfozie do klubu fitness. Pełnia szczęścia.


Wracając jednak do wspomnień z dzieciństwa i lekcji WF-u. Wiele osób, które rozpoczynają przygodę z bieganiem, kończąc ją niejednokrotnie maratonem, opowiadają o swojej szkolnej aktywności fizycznej w bardzo podobny sposób:

Agnieszka: Od kiedy pamiętam, czyli od jakiejś wczesnej podstawówki nienawidziłam biegania. Kołacze mi się po głowie jakieś wczesne wspomnienie, że wuefistka powiedziała kiedyś mojej mamie, że słabo mi idzie, bo krzywo stawiam nogi podczas biegania czy coś podobnego, ale wtedy nikt nie myślał o solidnej diagnostyce ani o gimnastyce korekcyjnej. Po prostu uznano, że ten typ tak ma.
Z biegiem lat bieganie wiązało się z coraz większym stresem, bo oczywiście nie mieściłam się w „widełkach” wyników zakładanych dla uczniów w poszczególnym wieku, więc pomimo dużych starań w efekcie i tak kończyłam bieg z dwóją (w tamtych czasach obowiązywała jeszcze skala czterostopniowa). Zdecydowanie wolałam pływanie, jazdę na rowerze, a nade wszystko moją ulubioną aktywnością było i nadal jest – czytanie.

Lidia: W szkole nienawidziłam WF-u. Kiedy teraz o tym myślę, wydaje mi się, że odbierałam WF jako system swego rodzaju tortur, polegających na zmuszaniu mnie do wykonywania dziwnych i bezsensownych czynności, które zazwyczaj mi nie wychodziły. Zbyt blisko rzucałam piłką, źle skakałam w dal, wolno biegałam, kiepsko grałam w szczypiorniaka. Jasne, nie we wszystkim byłam beznadziejna i niektóre aktywności lubiłam, ale zdecydowanej większości – nie. WF to był jeden wielki stres i jedno wielkie upokorzenie.

W podstawówce nie było jeszcze tak tragicznie, miałam czwórki za dobre chęci i dlatego, że nauczyciele nie chcieli mnie, prymusce, obniżać średniej ocen. Ale w liceum nikt już się mną nie przejmował. Dlatego po którymś z kolei ścisku żołądka na widok kozła, a może materaca, na którym miałam robić znienawidzone przewroty, załatwiłam sobie zwolnienie. I odtąd WF spędzałam na tym, co lubiłam najbardziej – lekturze książek. Robiąc wyjątek tylko dla kursu tańca przed studniówką.

To nie było tak, że nie lubiłam sportu. Przeciwnie, chętnie oglądałam go w telewizji. Ale w to, co lubiłam oglądać najbardziej – piłkę nożną – my, dziewczynki na WF-ie niemal nigdy nie grałyśmy. Chętnie patrzyłam też na zawody lekkoatletyczne, ale wszelkie próby biegania czy skakania w dal tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że ja się do sportu nie nadaję. I już.

Monika: Gdybym kiedyś usłyszała, że przebiegnę maraton, nigdy bym w to nie uwierzyła. Ja dziewczyna, która nie lubiła nudnych lekcji wychowania fizycznego, nie miała trenera, dietetyka, nigdy nie startował w zawodach? Dziewczyna, która kochała rower i nigdy wcześniej intensywnie nie trenowała, czy ona może w ogóle biegać?

Być może, pomysł pani minister edukacji wcale nie jest taki zły? Najważniejsze przecież, aby podejmować każdą aktywność fizyczną z przyjemnością, bez presji i według indywidualnych możliwości. Dla zdrowia naszych dzieci, warto tę propozycję spokojnie rozważyć.



Źródło: źródło: Wyborcza.pl
Trwa ładowanie komentarzy...